Tuesday, July 31, 2012

Zakończenie Sześciu Porządków w Lublinie

http://mazlos.blogspot.com/2012/07/zakonczenie-studiowania-szesciu.html

Oto link do tekstu o Sium HaSzas - dzień pierwszy :). Zapraszam do lektóry bloga "od Alef do Żyd".

Swoją drogą jestem poruszona tekstem o Shavey Israel, w którym "zapomniało" dodać, że Gmina udostępniła budnek, który remontuje z własnych środków, że wykładowcy są członkami Gminy i że Shavey nie jest jedyną organizacją dbającą o osoby pochodzenia żydowskiego w Polsce. Mam nadzieję, że kiedyś przywódcy Shavey dostrzegą i docenią ogromny wkład pracy lokalnych liderów w to co tu w Polsce się dzieje.

Oto kontrowersyjny tekst  http://www.timesofisrael.com/topic/hidden-jews/

Oto jeden z ciekawszych komentarzy, które znalazłam na FB; Mona Cravson -
 You people from abroad, have totally twisted point of view of the reality in Poland, so you are most welcome to come and see by yourselves. 2nd - about the article, I think there should be some reasonable limits on self-promotion (re: Shavei). Polish Jews coming to Lublin, are normal members of one of 9 Jewish communities we have in Poland, and nobody is "hidden" any more, because there is no need for it. Good that Shavei took the opportunity to join and organize a seminar at the time. 3rd - they are not completing any Shas themselves, because nobody was studying (maybe 1 person that I know, but he's not coming). 4th - Ceremonies in Yeshivas Chachmei Lublin are organized by Jewish Community in Warsaw, and rabbis from Boro Park, who are organizing international group to come. Good that Shavei took the opportunity to join and organize a seminar at the time, thanks to cooperation with Jewish Community in Warsaw - what could have been mentioned as well. 


Monday, July 30, 2012

O mowie nienawiści z http://jewish.org.pl


"Tygodnik Powszechny" w najnowszym numerze publikuje apel do Ministra Sprawiedliwoś ci Jarosława Gowina i Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta dotyczący walki z mową nienawiści z internecie i zachęca czytelników do przyłączenia się. Poniżej publikujemy treść tego apelu.
"W szyscy tkwimy w tym szambie – j ęzyk nienawi ści wylewa si ę bezkarnie zewszą d. Dowolny temat, dowolne forum (byle dość popularne) i zaczyna si ę bluzg, z nieodzownym antysemickim refrenem. Jak to powstrzymać ? Zmiany w prawie są konieczne, ale na pewno nie wystarczą . „Znikoma społeczna szkodliwość czynu” – powtarza si ę jak refren w odpowiedzi na skargi, ale nawet gdyby wraż liwo ść na werbalną przemoc wzrosła, to i tak bę dziemy dopiero w połowie drogi.
Są dy i prokuratura nie rozumieją bowiem istoty nowych mediów. Internetowa przestrze ń jest dla nich ziemią niczyją . Jakby nikt za nią nie odpowiadał, nikt nie był jej wła ścicielem, nikt nie brał serio realnego oddziaływania nienawi ści plenią cej si ę w sieci. Być moż e stosowana przez prokuratorów praktyka umarzania postę powań w sprawach o szerzenie mowy nienawiś ci jest wyrazem swoi ście rozumianego prawniczego „pragmatyzmu”. Mamy mnóstwo innych spraw na głowie, nie bę dziemy zajmowa ć się kwestiami wirtualnej wagi. Jeś li tak jest, to najwyż szy czas, by tę praktykę zmienić .
W ekspertyzie zamówionej przez „Tygodnik Powszechny”, a sporzą dzonej przez dyrektorkę działu prawnego wydawnictwa Ouest-France (kiedyś udziałowca naszej firmy) i przekazanej polskiej Izbie Wydawców Prasy, wskazano wyraź nie stosowane we Francji regulacje dotyczą ce karnej odpowiedzialnoś ci za szerzenie w internecie mowy nienawiś ci, oszczerstw i pomówień . We Francji obowi ązuje prawo, które identycznie traktuje przestę pstwa i wykroczenia popełnione w prasie papierowej i w sieci. Prawo, które nakłada na wszystkich uż ytkowników internetu, również autorów prywatnych blogów, a takż e autorów komentarzy, bezwzglę dną odpowiedzialność za słowo. Surowe sankcje w przypadku złamania przepisów powodują , ż e praktycznie wszystkie komentarze publikowane we francuskim internecie są wcześ niej moderowane, zarówno przez wydawców gazet, właś cicieli portali, jak i osoby prywatne. Uważ amy, że nadszedł czas, by również w Polsce stosowane były podobne reguły prawne.
Apelujemy do Ministra Sprawiedliwoś ci Jarosława Gowina i Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta o jak najszybsze podęj cie działań , a takż e – jeś li to konieczne – inicjatyw ustawodawczych, które de fnitywnie położą kres poczuciu całkowitej bezkarnoś ci czy wrę cz faktycznego przyzwolenia ze strony instytucji pa ństwa na to, by w polskim internecie posługiwano się j ęzykiem nienawi ści rasowej i wyznaniowej, ję zykiem oszczerstw i pomówień .

Piotr Mucharski
redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”

Jacek Ś lusarczyk
prezes zarządu wydawnictwa „Tygodnik Powszechny” sp. z o.o."

Sunday, July 29, 2012

Pociąg do Wrocławia -wspomnienia, które tworzą przyszłość


Mam pociąg do... podróżowania. Te pierwsze wyjazdy odbywałam z tatą i mamą. Pamiętam noce spedzone w przedziałach sypialnych. Ojciec był dziennikarzem, a poza tym lubił Zakopane i Rapkę, więc tam najczęściej spędzaliśmy wakacje, których w naszym wspólnym losie było bardzo niewiele... Mój ojciec odszedł z tego świata, kiedy miałam niecałe siedem lat. 

Początkowo, więc pociągi zapisały się w mojej świadomości pozytywnie. Dopiero wspomnienia wojenne mojej mamy zmieniły ten obraz. Teraz wspomnienia z mojego dzieciństwa i dzieciństwa mojej mamy walczą ze sobą w mojej świadomości. Kiedy jadę pociągiem - patrzę zawsze na tory i myślę o wszystkich tych, dla których, którzy umierali w bydlęcych wagonach, lub co gorsza dożywali celu podróży... 

Pierwszy raz pojechałam do Wrocławia z moją mamą - jako przykrywka dla przewozu bibuły (nielegalnych publikacji). Miałam niby tam jechać do Wrocławia na jakieś udawane badania lekarskie, a mama miała ogromną torbę po brzegi zapakowaną wydawnictwami podziemnymi. Spędziłyśmy w pociągu w obie strony wiele godzin. Z Wrocławia zapamiętałam bardzo niewiele, jednak całe to wydarzenie zapadło mi głęboko w pamięć i wywarło silne wrażenie. Zawsze lubiłam podróżować, choć tym razem stłoczone w pociągu zdenerwowane niebezpieczną misją. Na początku Stanu Wojennego - już wtedy uczyłam się rozumieć, że działalność - bywa trudna i musimy za nią płacić swoją cenę.  Pamiętam tylko silne zmęczenie, – choć chyba było coś wolnego jakaś Wrocławska magia – musiała wtedy wkroczyć do mojej podświadomości. Bo lubię to miasto i czuję się duchowo i emocjonalnie. Niestety tylko duchowo, bo fizycznie bardzo tu chorowałam i tym razem też stare dolegliwości wróciły.


Wysiadam z Pociągu we Wrocławiu, kilka minut po przyjechaniu na miejsce. Dzięki mojej towarzyszce hulajnodze i już jestem w mieście, które niesie dla mnie tyle różnych wspomnień. Pan Mostowicz stał i czekał - u wyjścia z tunelu... Przyjechałeś mnie odebrać zapytałam zbita z tropu  - nie przyjechałem po mojego syna... W ten sposób poznałam Grzegorza Mostowicza, którego na pewno kiedyś tu opiszę....  

Panowie odwieźli mnie do Gminy, w której budynkach  spędziłam rok ze swojego życia i które wielokrotnie odwiedzałam już, jako działaczka społeczności żydowskiej. Najpierw przyjechałam tu z Joy Rochwager. To była niezwykła osoba. Jeździłyśmy po kraju i robiłyśmy spotkania, które ja tłumaczyłam. Joy miała niezwykłą energię, wiedzę i wizję. W sumie nie była łatwa we współpracy. W pełni skupiona na celu, świetnie zorganizowana. Niestety nie zawsze rozumiała, a dokładnie akceptowała fakt, że nie mam wpływu na lokalne realia, spóźniające się pociągi - brak dobrego systemu wyszukiwania połączeń, który był zmorą wszystkich podróżników. Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, że rozkład jazdy PKP to była taka gruba książka najeżona niezrozumiałymi znakami, pełna szyfrów. Często też stawała się nieaktualna już w momencie publikacji. To Joy zaraziła mnie podróżami i to dzięki niej znam każdą społeczność żydowską w Polsce i to już od początku lat 90-tych.

Tu we Wrocławiu te same ulice, budynki. Wcale nie jest tak łatwo dostrzec zmiany. Trochę jak człowiek oślepiony światłem, albo taki, który znalazł się nagle w ciemnościach. Nie widzi nic ani w sobie, ani poza sobą. Ciemność lub olśnienie wypełnia i umysł i serce. Odbiera nam samych siebie. Wchodzę po schodach na Włodkowica 5 - kładka wydaje się taka sama. Te same drzwi za drzwiami ten sam korytarz. Jednak jest pusto. Nie usłyszałam tupotu, ani dźwięku przewracanych zabawek. Zniknęły dzieci rodziny Rapaportów. Pusta kuchnia zamknięte biuro rabina. Było w tym coś przeraźliwego. Brak ludzi, z którymi czujemy się związani jest dotkliwszy, gdy za nimi długo tęskniliśmy.


Idę dalej do biura Józefa Kożucha, otwieram drzwi i widzę pusty fotel.... Wiem, że jest Pan Aleksander, ale jeszcze nie miałam okazji z Nim porozmawiać. Wrocław bez Prezesa Kożucha? Jak to możliwe? Nie minął jeszcze rok od śmierci Józefa, (byliśmy na ty i jakoś nie jestem wstanie pisać o Nim, jako o "Pan Józef"). Było w nim niezwykłe ciepło. Pamiętam rozmowy o przyszłości Gminy, przygotowania do świąt - wspólne modlitwy w małej synagodze. Jestem we Wrocławiu pierwszy raz od Jego odejścia... 


Na szczęście spotykam dawnych przyjaciół Anię Felińską - Junkę, jej męża Adama, Jurka Kichlera, który mimo różnych przeciwności i kłopotów zdrowotnych wciąż aktywnie uczestniczy w życiu społeczności. Do Cetrum Informacji Żydowskiej na Włodkowica wpada Janek Kirschenbaum (a może Maciek - od zawsze mylę ich imiona, choć doskonale wiem, który jest, który bo są tacy różni)... W takim gronie nie sposób zadać pytania - no i jak nowy prezes. Zaskoczona słyszę, że super! 


Właściwie nie mieliśmy się okazji spotkać z Panem Aleksadnrem Gleichgewichta, który został wybrany Radę Związku, której zresztą jestem członkiem - kiedy ja jeszcze byłam niestety w Ameryce. Za dwu- lub wielo-kontynentowość płaci się jednak sporą cenę. To było ważne wydarzenie, a ja nie mogłam w nim uczestniczyć. Nie słyszałam od nikogo żadnych opinii i byłam ciekawa. Trochę się bałam. Nie, nie trochę - bałam się bardzo. Znam Jego żonę do lat Bente Kahan jest piosenkarką, która wiele lat temu przyjechała do Wrocławia i założyła tu Fundację . Jest wybitną postacią, ważnym człowiekiem i z tego, co wiedziałam również jej mąż jest ważną osobistoscią. Miałam jedynie nadzieję, że uda mi się stworzyć dobrą relację, ale nie mogłam być tego pewna. 


Umówiliśmy się na następny dzień - piątek obiecałam pomóc w przygotowaniu kolacji szabatowej. Nie jest to typowe zajęcie dla mnie, ale właśnie uznałam, że należy być kreatywną. Zeszłam do kuchni i w krótkim czasie ku mojemu osłupieniu pojawił się tam najpierw Pan Aleksadner, który zajął się ścieraniem obranych przeze mnie pieczarek, a potem dołączyła Bente, z którą przez ponad godzinę wkładałyśmy przepyszną pastę zrobioną przez jej męża do białek po jajkach... Nie tylko ja byłam w szoku. Max, który dołączył do nas na chwilkę przed szabatem również stał w drzwiach kuchni osłupiały. Młodzież i liderzy społeczności pod okiem Ani Junki przygotowujący kolację szabatową na 80 osób - rzadki widok. 


Złapałam jedną z miseczek i pognałam do synagogi by zanieść tam jedzenie i odkryłam rzecz niezwykłą. Synagoga Pod Białym Bocianem została odbudowana... Przepięknie odmalowane ściany - nowe oświetlenie, na parterze wystawa o Korczaku. Na pierwszym piętrze wystawa opowieść o Żydach Wrocławskich - dobrze zorganizowana, interesująca, wręcz poruszająca.


Szabat (pomijając jakieś drobiazgi jak zamieszanie, które też ma swoje plusy, bo było w tym wiele spontanicznego zaangażowania ludzi i upał, na który nie mieliśmy wpływu) był magiczny. Krzyś Korzonkowski i Max poprowadzili modlitwy. Mimo naszego niepokoju nie zabrakło humusu, który przygotowała Ania Junka ani sałatek, ani wspaniałych jajek, o których przygotowaniu już pisałam. Były osobne kolorowe miejsca dla dzieci z kolorowymi sztućcami i talerzykami. Wszystkie miejsca były zajęte były do ostatniego miejsca. Goście z Polski i świata podziwiali organizację, a ja podzieliłam się z nimi garścią przemyśleń.


Kiedy chłopcy poszli mówić Maariw (modlitwę wieczorną, którą już nie chcieliśmy męczyć w tym upale zgromadzonych) - poprosiłam o moment ciszy i powiedziałam, że to dobry moment by ćwiczyć silną wolę przed postem, więc choć siedzimy przy stole to jeszcze nie jemy. Mówiłam o tym, że najpierw B-g stworzył ciemny, zimny, chaotyczny wszechświat, a potem powołał do istnienia światło, które nazwał - dobrym i że my kobiety zapalamy świece, co szabat na koniec Boskiego procesu stwarzania, choć ono było stworzone na początku. Zawsze, kiedy mija czas coś lub gorzej kogoś tracimy. Nasza wspólnota - wrocławska Gmina straciła w tym roku bardzo wiele. To jest jak ta pierwotna ciemność. Teraz powiedział, kiedy rozpaliłyśmy ognie przypomniałyśmy o nadziei, o sile życia, o sile dobra i kreacji. Zobaczyłam w tej społeczności ogromną wolę i siłę trwania - zobaczyłam młodych i starych liderów i zwykłych członków, którzy przez wiele godzin przygotowywali ten wspaniały szabat i teraz widzę 80 osób zjednoczonych nadzieją na lepsze i wierzących w przyszłość tej społeczności. Weźmy tą nadzieję i pilnujmy by nam nie zgasła. Przenieśmy ją z przeszłości ku przyszłości. Życzę Wam spokojnego Szabatu i wspaniałej pamięci, która tego szabatowego dobra nie zapomni....”


Każde słowo było szczere i od serca, chyba słuchacze to wyczuli, bo wiele osób dziękowało mi - zrozumiałam, że nie trzeba długo przemawiać i dać ludziom poczucie, że to, co robią jest wspaniałe, zasłużyli na to. Ten szabat i ten weekend jest jednym z najwspanialszych momentów tego lata. Oczywiście miałam też bardzo miłe chwile w JCC w Krakowie i mam nadzieję, że będzie też bardzo ciekawie podczas Sium Ha Szas w Lublinie, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Wednesday, July 25, 2012

Plany na lato

Jutro to znaczy 26-go lipca jadę do Gminy we Wrocławiu. Spędzimy razem szabat, a potem 9 dnia miesiąca Aw. To smutna rocznica. Tego dnia wydarzyło się wiele tragedii zburzenie Pierwszej i Drugiej Świątyni, wypędzenie Żydów z Hiszpanii, jak również początek likwidacji Warszawskiego Getta, którego 70—tą rocznicę upamiętnialiśmy 22-go lipca w Warszawie. 

W najbliższy Szabat we Wrocławiu będzie mi trudno się smucić. Spotykając tylu dawnych znajomych i przyjaciół, na pewno będziemy rozmawiali o przyszłości, ale również zawiążą się nowe więzi i znajomości. We Wrocławiu zmontujemy jakieś spotkanie, o którym postaram się napisać zarówno na blogu, jaki i na Face Booku. W Poniedziałek wracam na moment do Warszawy. 

We Wtorek 31 lipca jadę do Lublina, gdzie będę uczestniczyła i prowadziła zajęcia w ramach Mini Jesziwy. Wszyscy będziemy też uczestniczyli w Sium HaSzas - zakończenia siedmioletniego cyklu studiowania Talmudu w Lubelskiej Jesziwie.

Do Warszawy wrócę około 2-go sierpnia i będę do 6-tego. Około 6-tego sierpnia jadę na Obóz Lauder do Wisły. Wracam około 12-go sierpnia.
W między czasie chciałabym spędzić Szabat w Łodzi oraz odwiedzić Gminę w Gdańsku – będzie się działo.
31 sierpnia planuję być w Krakowie przez kilka dni.

Jeśli będziecie w pobliżu tych miejsc – zapraszam serdecznie do kontaktu – może uda nam się spotkać.

Wszystkim życzę owocnego lata!

Monday, July 23, 2012

To było wczoraj, ale z tego będzie jutro!


Relacji z wczorajszych wydarzeń nie brakuje w polskich mediach. Wszyscy piszą o marszu i obchodach pozytywnie. Ja zaś mam mieszane uczucia - zawsze mam mieszane uczucia. Wczoraj przez chwilę czułam jakbym była wtedy, podczas likwidacji, w stolicy żydowskiego świata w sercu Europy.

Dziś w nocy śnił mi się ojciec. Zawadiacki jak zawsze, miał typowe dla naszej rodziny, wyraźne bruzdy na policzkach, choć w moim śnie był młodym człowiekiem. Mówił, choć nie otwierał ust, o drugiej stronie świata, którego jeszcze nie znam. Uśmiechał się tak, jakby nie warto było tęsknić za czymś, co wciąż jest i jest silne. Nie mogłam zrozumieć, jak mógł się tak uśmiechać. Za Jego plecami byli tamci – sami wiecie którzy, a był ich cały tłum: dzieci, kobiety, mężczyźni. Patrzyli przed siebie, czyli na mnie, w milczeniu, a ich głos był potężny. Jak On mógł się uśmiechać, kiedy oni byli tacy przejmująco żywi? Chciałam go złapać za rękę, ale tam przecież nikt nie ma rąk… Potęgi pamięci nie zgładzi ludzka siła. Nie ma armii, która jest zdolna wysadzić w powietrze ludzką wiarę w przetrwanie.

Miałam bardzo mieszane uczucia podczas marszu. Takie obchody, przemowy polityków, spotkania znajomych, to wszystko nie przystaje do wydarzeń w Warszawie z przed 70-ciu laty. Każda formuła jest sztuczna, a jednocześnie nie można nie robić takich upamiętnień. Sztuczność jest wpisana w historię, której na szczęście odtworzyć się nie da.

Policja, która nas pilnowała, karetki pogotowia, limuzyny polityków, obecność mediów – to nieomal negatyw tego, co stało się 70 lat temu, kiedy tych wszystkich elementów zabrakło.

Czuję złość, że zajęło nam to tyle czasu i żal, że i tak nic nie jesteśmy w stanie zmienić. Jestem wściekła na historię, jeśli nie na B-ga. To nie tak, mówi mi, a ja mówię – to jak? Czuję się w takich momentach obłupana z wiary w człowieczeństwo. A jednak idę w tłumie, bo chcę spotkać znajomych – najchętniej jednak patrzyłabym w niebo i myślała o Nim jak najgorzej. 


Obłudne obłoki, obłudne słońce, obłudna trawa, które dają radość w świecie, który na tę radość nie zasługuje.

Skoro jednak są ludzie odmienieni historią, z której nauczyli się choć trochę - nie można więc zapomnieć, że to nie jest koniec. Bezdenna głupota i ciemnota części społeczeństwa, która nawet nie zdaje sobie sprawy z bezpowrotności zdarzeń, wciąż bojąc się powrotu trzech milionów polskich Żydów. Ogromna mądrość tych, którzy odważyli się spojrzeć na świat pod innym kątem. Są Polacy, których nie sposób jest nie podziwiać – ten marsz – ten mój marsz był dla nich… Nie odrzuciliśmy Polski jak złej macochy, zgniłej skorupy niosącej zniszczenie i śmierć.

Wymieszani przyjaciele i ludzie obcy. Żydzi i Polacy, których łączy pamięć – może to jest największa nekama – zemsta na Hitlerze. Nekama ma wymiar duchowy, to satysfakcja moralna ze zwycięstwa nad złem, to poczucie, że w świecie jest miejsce na nadzieję. Prócz złości i żalu – czułam też nekamę i sama w tym odczuciu nie potrafiłam się odnaleźć. Widzieć okruchy dobra,  po takim ogromie zła – to bardzo trudne wyzwanie.

Jednak to widzenie dobra jest warunkiem, by mieć odczucie wdzięczności i by móc je wyrazić – akarat ha tow. Ważna cecha – docenienie dobra, które nam się czyni. Czasem brakuje jej w relacjach polsko-żydowskich, po obu stronach. Wczoraj zrobiliśmy kolejny krok, mam nadzieję, że się nie zatrzymamy i nasz marsz Polaków i Żydów, ortodoksów i reformistów, chrześcijan i ateistów oraz księdza (katolicki był tylko jeden niestety) i rabinów będzie szedł aż historia zatoczy koło, aż dostrzeżemy to, co w nas uzasadnia, że niebo wciąż ma prawo rozciągać się nad ziemią. 


Mała dziewczynka machała nam z okna, tłum machał do niej. Ta mała dziewczynka wciąż pamięta to machanie, może ktoś będzie pamiętał by ją odwiedzić i dać otuchę na prawdziwą relację z drugim człowiekiem. Otuchę ale nie chwilową, zbudowaną przez szybę oddzielającą dom dziecka od tłumu radosnych żałobników...

Oto tekst o wydarzeniu poprzedzającym marsz. Ktoś powie, że nie powinniśmy łączyć tych wydarzeń. Jest jednak jeden związek pomiędzy ofiarami getta i zamachu w Bułgarii, o którym wspomniał cytowany poniżej Piotr Kadlcik.


Gmina Żydowska w Warszawie

22 lipca, na godzinę przed Marszem Pamięci, w Synagodze im. Nożyków odbyła się modlitwa za ofiary zamachu w Burgas. W uroczystości wzięli udział minister edukacji Izraela Menachem Eliezer Moses, ambasador Izraela Zvi Rav-Ner oraz przedstawiciele zarządu oraz członkowie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.
Modlitwę poprowadził naczelny rabin Polski Michael Schudrich. „Biorąc udział w marszu pamięci powinniśmy pamiętać o tych, którzy zginęli w Burgas, ponieważ zginęli oni, podobnie jak ofiary wielkiej akcji 22 lipca właśnie dlatego, że byli Żydami.” – mówił podczas uroczystości Piotr Kadlčik, przewodniczący Gminy.

http://warszawa.jewish.org.pl/pl/aktualnosci/305-modlitwa-za-ofiary-zamachu


Nie możemy przestawać iść. Droga prowadzi do szacunku do życia, które cudem ocalało z wojennej pożogi. Każdy człowiek ma prawo do pokoju i każdy naród. Proszę więc, byście koniecznie zwrócili na ten drobiazg uwagę, zanim osądzicie działania Państwa Izrael. Nie używajcie tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, by uniknąć rozmowy o tym, co stało się w Polsce zanim powstało Państwo Izrael. Nawet jeśli wierzycie, że powstało na zgliszczach europejskich gett. To były nasze wspólne getta. Nie uciekajmy z nich pospiesznie w nowy konflikt, stając znów przeciwko ofiarom prześladowań i odbierając im prawo do starania się o własne bezpieczeństwo i istnienie. Oczywiście nie znaczy to, że wolno nam robić każdą dowolną rzecz by przetrwać - to są jednak ogromne dylematy. Na pewno  musimy być uważni. Żyć uważnie to nie tylko dbać o bezpieczeństwo, to również doceniać naszych przyjaciół, widzieć nasz potencjał, to dobrze wykorzystywać czas, to nie przestawać myśleć, to wciąż odnajdywać na nowo siłę, by zadbać o siebie nawzajem. Wierzę w polsko0 żydowskie relacje.

Dopóki jest pamięć – jest też przyszłość.

Saturday, July 21, 2012

jutro....



Opis: Opis: cid:image001.jpg@01CD5B79.2EA79F00


22 LIPCA 2012, WARSZAWA
70 lat temu, 22 lipca 1942 Niemcy rozpoczęli likwidację getta warszawskiego.
Żydowski Instytut Historyczny wraz z Partnerami
zapraszają do wspólnego upamiętnienia tego dnia.


12.00 „Dziennik Getta – Rysunki. Z Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego”
Otwarcie wystawy w Galerii Kordegarda (ul. Krakowskie Przedmieście 15/17)
Organizatorzy: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma oraz Narodowe Centrum Kultury
Honorowy Patronat Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego

17:00 „Marsz Pamięci
Rozpoczęcie pod pomnikiem Umschlagplatz (ul. Stawki 5/7)
Zakończenie przed Domem Dziecka im. Janusza Korczaka (Jaktorowska 6)
Organizatorzy: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma wraz z organizacjami
żydowskimi, korczakowskimi, działającymi na rzecz zachowania pamięci o Żydach oraz ochrony praw dziecka.
W załączniku  program i trasa Marszu

20:30 „OHEL WARSZAWA”
Koncert (ul. Bohaterów Getta)
Organizatorzy: Mikołaj Trzaska, Stowarzyszenie Drugie Pokolenie – Potomkowie Ocalałych z Holokaustu
oraz Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma


Honorowy patronat nad obchodami 70rocznicy rozpoczęcia likwidacji warszawskiego getta

Opis: Opis: cid:image004.jpg@01CD5B74.60F22BB0

Organizacja wystawy oraz koncertu była możliwa dzięki wsparciu finansowemu
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Thursday, July 19, 2012

Ramadan i Spalona Żydowska Świątynia...


To niezwykle smutny czas. Właśnie rozpoczyna się Ramadan i trwają trzy tygodnie żałoby, które są przygotowaniem do postu 9 dnia miesiąca Aw najsmutniejszej kartki żydowskiego kalendarza, daty zburzenia Pierwszej i Drugiej Świątyni.  



Tak jak każde poprzednie pokolenie stajemy przed ogromnymi wyzwaniami, podtrzymujemy nasze tradycje i czasem tracimy nadzieję na zmiany. Ramadan to czas Dżihadu, walki ze złem, pokonywania oporu. My Żydzi, jak co roku, wspominamy zburzenie przez wrogów Izraela Jerozolimskiej Świątyni. Zdaje się, że nasza narodowa tradycja naucza nas, że obcy "Be Kol Dor WaDor Baim Alejnu LeHarutejnu" - "W każdym pokoleniu przychodzą by nas wymordować". Czujemy się bezradni jak Josef, który co pokolenie sprzedawany jest do Egiptu i nie jest wstanie zmienić swojego losu… 

Czy można tego uniknąć, wyrwać się z zaklętego wiru historii? Czy jest możliwa alternatywa, inna interpretacja rzeczywistości? Może jest miejsce na ustępstwa wobec tych, którzy myślą inaczej?


Czy inna interpretacja tradycji i rzeczywistości może nam to ułatwić?

Dżihad to walka z tym, co złe, również w nas samych, z tym co nas odcina od prawdy, zanieczyszcza nasze serce... Druga Świątynia została zburzona z powodu bezprzyczynnej nienawiści. 

A może, jeśli otworzymy nasze oczy i nasze serca odkryjemy, że można, że wolno, że należy mieć nadzieję - na lepszy świat. Pax, Salam i Szalom – to trzy ważne słowa dla trzech bratnich religii. Poproszę Was tylko byśmy spróbowali nie stracić nadziei z każdym kolejnym dniem bratobójczej walki. Z każdą kroplą niewinnie przelanej krwi tracimy zdolność widzenia tego, co w każdym z nas, w nas samych zagraża pokojowi. Widzimy tylko zewnętrznego wroga. Warto dbać o pokój i tak jak wszystko inne pokój zaczyna się od nas samych. Jeśli pogodzimy się z własnymi słabościami będzie nam łatwiej pogodzić się ze słabościami innych. Złość, żal, nienawiść, frustracja - co nas łączy nas wszystkich. Co nie znaczy, że są uzasadonione, nawet jeśli jesteśmy w pełni przekonani o winie innych. Czasem mamy ochotę zamordować kogoś, kto jest obok nas... Jednak potrafimy się powstrzymać - jak nam się to udaje? Może to, że wiemy, że sami nie jesteśmy pozbawieni błędów. Drogą do pokoju jest zrozumienie tego, co w nas samych budzi wojnę, nienawiść… Wkurzanie się na innych, że nas denerwują - jest najszybszą drogą by narastał konflikt. Jeśli zrozumiemy, że te naturalne uczucia, że nie są naszą winą i nie są winą nikogo innego, że ukojenie jest możliwe… Jeśli będziemy wstanie wybaczyć sobie samym, będzie łatwiej wybaczyć naszym bliźnim, nawet wtedy, gdy wydaje się, że bezprzyczynna nienawiść niema końca...